Bardzo inspirujaca prezentacja. Pokazcie ja swoim szefom, pracownikom, wspólpracownikom. Ruch ku Enterprise 2.0 jest z pewnoscia czyms wartym uwagi.
A tutaj dodatkowo na temat mobilnosci:
NYTimes ma ciekawy tekst na temat “Wodospadow” w nyc, instalacji wykonanej przez islandzkiego artyste, Olafura Ellisona. Glownym tematem jest jednak pieniadz i to ile miasto zarobi na zainteresowaniu jakie ta instalacja wywola. Szkoda, ze wiekszosc miast nie widzi sensu w tym by inwestowac w rzeczy niezwykle. Odpowiednio szalona i duza instalacja generuje zysk.
Poprzedni wpis spotkal sie z dosc szeroka odpowiedzia, chyba za malo wyraznie wykazalem ironie sytuacji. Wiec moze troche dokladniej, punktami, nie bede nawet rozdzielal argumentow na temat wpisu i na tematy ogolne, techniczne, sytuacyjne, zachecam do refleksji:
Czy teraz wyrazilem sie jasniej?
Pomysl z tym by bic rekord Guinnessa w dniu wydania Firefoxa 3 byl swietny. Nie ma lepszej reklamy. Wszyscy chetnie rzucilismy sie na nowa wersje ulubionej przegladarki, wszyscy chetnie tez zapisalismy sie duzo wczesniej jako jedni z tych, co to chca pomoc rozpowszechnic dobre imie Firefoxa.
Wyszlo to nam na tyle dobrze, ze bylismy drugim krajem az tak bardzo chetnym do pobierania nowego lisa (pierwsze oczywiscie byly Stany Zjednoczone). Pojawila sie tez akcja by jeszcze wiecej z nas sie zglosilo.
Gorzej, ze gdy przyszlo co do czego to dalismy grupowo dupy i wyszla jedna wielka kompromitacja.
Ilu z nas ruszylo do pobrania? W chwili kiedy to pisze liczba wynosi 68607 osob. Ile pobrano w krajach gdzie nie bawiono sie w akcje obywatelskie?
Co mi to przypomina? Ostatnio popularne akcje na to by zmieniac wyniki ankiet w gazetach calego swiata. Wszystko wyglada ladnie, pieknie, gdy trzeba sie zglosic to jestesmy pierwsi i chetnie ruszamy przed szereg. Gdy przychodzi co do czego to niestety nie mozna nas nigdzie znalezc, przypadkiem robimy cos innego, zapominamy, tracimy zainteresowanie, olewamy.
Dlatego moze czas skonczyc z tymi glupimi akcjami spolecznymi i przestac promowac nasze cwaniactwo i brak konsekwencji?
ps. Firefox 3 jest swietny. Do pobrania tutaj.
ps2. Drobne wyjasnienie dla tych, ktorym emocje przeslonily refleksje, i dla ktorych nie wyrazilem sie zbyt jasno
Trafilem na wykopie na ciekawy tekst konsultanta iPlusa. Polecam lekture, warto poznac punkt widzenia osoby siedzacej po drugiej stronie sluchawki gdy cos sie psuje.
I jesli nawet szanuje ten punkt widzenia to za cholere sie z nim nie zgodze, nie przyjme z humorem ani tym bardziej nie popre. Oto dlaczego:
Rozumiem, ze korporacje dzialaja w sposob chaotyczny i wypelniony biurokracja. Rozumiem, ze pracownik mysli w kategoriach (w kolejnosci):
Rozumiem, ze trudno jest przyjac takie stanowisko gdy przez 7h odbiera sie telefony, nie watpie, jest to trudne, meczace i wypalajace psychicznie. Rozumiem tez, ze biurokracja w firmie jest znaczaca (na co wskazywalyby wszedobylskie, celebrowane wskaznikach efektywnosci, maly nacisk na zrozumienie klienta, i ogromny nacisk na przerabianie klientow w czasie). Kilka wymienionych przypadkow jest absurdalnych, racja, ale kto ponosi odpowiedzialnosc za przyczyne i skutek?
Rozumiem tez, ze zwyczajny konsultant ma zerowy wplyw na prawdziwe przyczyny problemow, jakie rozwiazywac musi codziennie. Mowie o przyczynach, ktore wyrastaja z dzialow marketingow a potem przechodzac przez produkcje, IT, itd ciagna sie przez kolejne etapy ignorancji i biurokracji po czym koncza u klienta, ktory:
Dlatego te rozne charakterystyki klientow przedstawione przez Pana Tomka na blogu stanowia dla mnie jedynie dowod na to, jak bardzo odrealnione jest podejscie konsultantow do swojej pracy. Konsultant to doradca, a dobry doradca to osoba, ktora rozumie druga strone i jej sytuacje oraz emocje.
Moze to czas sobie zadac pytanie czy w pelni rozumie sie swoja prace i jej wymagania?
Szkoda, ze prawdopodobnie czekaja autora nieprzyjemnosci za ten tekst, bo niestety, dla kazdego z jego przelozonych bedzie to uszkodzenie wizerunku firmy, i watpie by przyznawali za to nagrody.
Dlatego jedyne co moge poradzic to by przedstawil wtedy tym przelozonym moj tekst, a nastepnie niech zastanowia sie razem czy ta korporacja uczy sie we wlasciwy sposob poprzez kontakt z klientem, czy ich rozwoj jest zorientowany na klienta, czy, w czasach gdy call center jest dodawany do kazdego produktu jak ketchup do frytek nie warto wlozyc tych pieniedzy w lepszy produkt, albo chociazby lepsze zrozumienie tych, ktorzy sa po drugiej stronie sluchawki bo znowu cos nie dziala.
Dodatkowo polecam fragment z ksiazki Vadima Makarenko “Tajne sluzby kapitalizmu” (zwlaszcza konczace zdanie) w ktorym dosc mocno podkreslono istote rozumienia klienta. W tekscie jest duzy nacisk na badania, ale w rzeczywistosci zrozumienie zaczyna sie od empatii, refleksji i wyobrazni.
Magazyn Slate postanowil, ze napisze jak sie pisze dla sieci. Oparl sie przy tym na slowach guru usability Jacoba Nielsena o tym jak uzytkownicy czytaja tresc online i… zrobil wszystko zle.
Wydawaloby sie, ze zachowano wszystkie doradzane przez Nielsena kroki, ale niestety popadl w dziennikarskie skakanie po watkach i przedawkowal ilosc bolda i to zabilo cala przyjemnosc i korzysc.
Dla wytrwalych ciekawa lektura i nauka.
Przypadkiem trafilem na list jaki Google wyslalo do inzyniera starajacego sie rozgryzc dzialanie (i stworzyc alternatywe) dla Google Earth. Ladnie, grzecznie, jasno wyjasnione dlaczego to co robi jest nieladne i dlaczego prosza go by przestal. I to bez prawniczego belkotu.
We appreciate that you like our software and enjoy the many millions of dollars and years of labor that the licensed data represents. Unfortunately, your curiosity about the protected server mechanisms ignores the Google Earth Terms of Service, the software license agreement that you accepted when installing Google Earth, the built-in encryption mechanisms within the client/server protocol, the economic rights of a worldwide network of providers who license this data to Google, and most of all, the sense of fair-play that is the basic relationship between Google and its users worldwide.
A tutaj pelny tekst.
iPhone zaczyna nabierac sensu. Przynajmniej tak wyglada z prezentacji na engadget . Jak dla mnie, wczesniejsza uzytecznosc tej zabawki konczyla sie po 5 minutach zabawy z przesuwaniem, obracaniem itp. Niestety dwie rzeczy dalej zatrzymuja rozwoj wszystkich smartphonow, nie tylko iPhona: malo otwartych hotspotow i duzy koszt za transfer u operatorow. Zobaczymy jak to sie bedzie zmieniac.
Ok, wlasciwie to teraz eksytuje sie iPhonem bardziej niz kiedy sie ukazal.
A, i jeszcze to do zobaczenia:MobileMe (ciekawe ile dali za domene me.com).
I want you to want me. Swietny pomysl na data mining + wizualizacje. Autorzy wyciagneli tysiace opisow z randkowych stron i ujeli w graficznej formie. A zreszta zobaczcie film.
Prezentacja jaka Ryan Singer z 37signals pokazal na konferencji Future of Web Design. Niestety ogladajac sama prezentacje niewiele sie dowiecie, trzeba ja synchronizowac z MP3 w ktorej omawia zagadnienia usability w ich aplikacjach. Wlasciwie nie nazywa tego usability, ale racjonalne, proste i rozsadne podejscie jest wszystkim tym co powinno kierowac uzytecznoscia aplikacji. Interface to produkt. I swietnie ukazane proste zasady: zdecyduj co na stronie jest wazne, wyroznij to, ukryj to co nie jest wazne. Po prostu cos o czym czesto nie mysli sie w designie, zastepujac to intuicja, a szkoda. Dzieki temu siec bylaby lepsza.